O czym nie śniło się w Fabryce Snów

Lebi była akurat w Nowym Yorku, więc pomyślałem, że może kupiłaby Mikusiowi prawdziwego, nowojorskiego Spider-Mana. I tak bohater popkultury przeleciał nad Atlantykiem i wprost z 5 Alei wylądował na Mokotowie, dokładnie na szafce w pokoju Mikiego.
I wtedy stało się coś dziwnego. Pobyt u Mikołaja podziałał na Spidiego specyficznie. Człowiek – Pająk szybko zasymilował się z Krecikiem, Patem i Matem, chociaż ikoniczni Czesi sięgają ikonicznemu Amerykańcowi ledwo ponad grubość podeszew jego butów. Odechciało mu się walczyć z Goblinem, Octopusem czy Człowiekiem-Piaskiem. Tworzone w koncernach kultury masowej scenariusze, w których Spider-Man kładzie pokotem tabuny niegodziwców, utraciły swą moc. Mikołaj zlekceważył całą potęgę marketingu Disneya, kolosalne budżety, ekranizacje, sukcesy box-office’ów. Przez chwilę zrobiło mi się żal właścicieli Disneya, ale szybko pomyślałem, że przecież na biednego nie trafiło.
Dla porządku zaznajomiłem jeszcze Mikołaja z jednym komiksem o przygodach Spidera. Synek uprzejmie poczekał, aż tata skończy pokazywać te nudne obrazki, w których ludzie o opuchniętych kończynach odbijają się od ścian jak piłeczki z kauczuku (tylko Nowy Jork w tle uśmiechał się do niego). Okazało się więc, że Spider-Man nie musi superbohaterzyć, piesek Łała i reszta ferajny lubią go takim, jakim jest.
Od tej pory zacząłem postrzegać pokój mojego syna jako strefę, w której wydarzają się nieprzewidywalne zaburzenia fabularnych schematów, aberrują narracje, wykwitają anomalie na ikonach popkultury.

Poddaj się
ilustracja: Albina Horbaczewska Studio DOBRAPARA

Ostatnio stanąłem w progu owej zony i ujrzałem scenę, jakiej w życiu byście nie znaleźli w dodatkach do kolekcjonerskiego wydania DVD o przygodach Pająka, ani w zakamarkach mózgu najbardziej pojechanego scenarzysty w Hollywood. Oto w rękach Mikołajka staczali pojedynek Spider-Man i jakiś sołdat z innej planety. I wszystko byłoby jak Stan Lee przykazał, gdyby nie fakt, że obydwaj przeciwnicy unosili ręce wysoko w górze w geście poddawania się.
– Przestań się poddawać! – wołał Spider zniżonym głosem Mikołajka, sztywno unosząc ręce.
– To ty przestań się poddawać, bo ja się poddaję! – odkrzykiwał sołdat (nieco zmienionym) głosem Mikołajka, także nieustępliwie trzymając ręce w górze.
– O nie! To ja się poddaję, a ty przestań!
– I co teraz?! Nie możemy walczyć, bo się poddaliśmy. Weź, wygraj ze mną! – sołdat używał perswazji.
– O nie, to ty wygrywaj ze mną. Ja się poddaję – odpowiadał nieugięty bohater z NY.
Na widok tych zmagań i we mnie wstąpił duch superbohatera i też się poddałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *